Z okazji zbliżającego się Dnia Matki
Ze wszystkich kobiecych ról na świecie ta wydaje się być moją wymarzoną. Sama nie do końca rozumiem skąd we mnie tak silne pragnienie realizacji tego wielkiego marzenia. Instynkt macierzyński dawał się we znaki zawsze, niby tak jak u wszystkich małych dziewczynek, które lubiły się bawić lalkami w mamę, a jednak trochę bardziej.
Mam dwadzieścia trzy lata i z zazdrością patrzę na rówieśniczki z czasów podstawówki, które dumnie spacerują z wózkami skrywającymi pulchne bobasy w kolorowych śpioszkach. Mówi przeze mnie szalone pragnienie własnego potomka na zmianę z głosem rozsądku. Bo wiem, że na wszystko przyjdzie czas, że warto jest się dobrze przygotować i wyspać na zapas, dorosnąć i ostatecznie samej przestać być dzieckiem. I wiem, że wspomniane koleżanki decydując się na dzieci, zrezygnowały lub przełożyły na później realizację szkolnych i zawodowych planów. Wiem też, że chcę by wszystko zdarzyło się w staroświeckiej i mocno dziś niemodnej kolejności. Ślub, praca, dom, dziecko. By panowała prawdziwa harmonia w miejscu, w którym je przyjmiemy. Byśmy siebie dobrze znali i wiedzieli, że możemy na sobie polegać. Pełen pakiet przygotowań na odpowiedzialność, która się z dzieckiem wiąże.
A szalone pragnienie wraca jak bumerang, wbrew modzie, która dudni w uszach młodych kobiet, gdzie wielka kariera mocno wyprzedza macierzyństwo. Zawsze chciałam młodo zostać matką, a jak wyjdzie? Zobaczymy.

photo: Martine Payne