Możesz robić dobroDzieją się rzeczy przerażające, a z każdą kolejną wstrząsającą informacją coraz bardziej boję się planować swoją przyszłość. W myśl carpe diemmemento mori, śmierć powinniśmy mieć z tyłu głowy, ale przecież to zbyt wiele, jak na pełne planów i energii życie dwudziestokilkulatków, których życie dopiero nabiera tempa. Słysząc więc o kolejnych tragediach, wykrzykuję w duchu możliwie najgłośniej stanowcze nie.

Mam wrażenie i przykłady na to, że era mediów społecznościowych spłaszczyła ludzkie tragedie do kolorowych zdjęć profilowych i klikalnych hasztagów. To nie tak, że hejtuję każdego z osobna i wszystkich razem, po prostu się zastanawiam, co te działania dają. Facebookowi i Instagramowi ruch w interesie, pod przykrywką informowania kolejnych użytkowników, wyrazu współczucia poszkodowanym i łączenia się z nimi w bólu. Coś byśmy chcieli zrobić, stawiając się na miejscu cierpiących, jakoś im pomóc, jakby przytulić.

Przewijając wczorajsze tablice we wspomnianych social mediach myślałam o tym, co idzie za prawie sześcioma milionami znaczników #prayforparis. Jaki procent osób pomodliło się naprawdę? Czy to wiara w modlitwę? Jednoczenie się z cierpiącymi? Współczujemy im, podświetlamy mosty i stadiony, ale co to daje realnie? Kolejny wirtualny znicz niewiele pomoże w prawdziwym życiu. Wszyscy jesteśmy dziś Paryżanami, ale co z tego?

W okrutnym świecie pełnym wojen, geograficznie coraz bliższym naszemu położeniu, możesz robić dobro. Codzienne i małe, ale ogromne i pełne miłości. Pogodzić się z matką, pomóc staruszce na schodach w metrze, cierpliwie porozmawiać… Być, kochać, służyć. Robić dobro dziś, bo tylko dziś jest Twoje.

Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne… Tylko dziś jest twoje.
– Jan Paweł II